Amarant to dla mnie jedno z tych egzotycznych słów, które mieszkają w szufladzie pamięci razem z adamaszkiem, bisiorem dwakroć farbowanym, purpurą, mirrą, złotogłowiem, anyżkiem i cynamonem. Szuflada pachnie intensywnie i mieni się barwami pracochłonnie przenoszonymi na bogate tkaniny. Kojarzy mi się ze sklepem kolonialnym, gdzie na półkach spoczywają towary z zamorskich krain.