Chrzest

Kto uwierzy i ochrzczony zostanie, będzie zbawiony - Ew. Marka 16:16
Chrzest…
Jeden mail… kilka słów… i świat wokół mnie zaczął się zmieniać…
Pragnienia stały się realne… oczekiwanie skróciło się do zaledwie kilku dni…
Tak… chciałam przyjąć Chrzest… miałam świadomość tego, że z założenia powinnam poczekać do najbliższej konwencji… a tu dopiero grudzień… we mnie wszystko poukładane… wokół mnie świat nabiera pozytywnego zabarwienia… w sercu już dawno oddałam swoje życie Panu…
I nagle okazuje się, że w społeczności, w której jestem od ponad roku nic nie jest niemożliwe… jedno zdanie wprawia w ruch machinę ludzkich serdecznych gestów… słowo zamienia się w czyn…
Od razu rozkwita radość… tak niesamowita… choć słowa: „Jeśli jeszcze ktoś się zdecyduje…” to „jeśli” oddaję Jemu… wraca do mnie to, co od dłuższego czasu gdzieś się we mnie kołacze… „jeśli taka wola”…
Po przyjeżdzie do Tymbarku byłam zaskoczona, że ludzie ze społeczności gratulują podjętej decyzji, cieszą się, że przyjmę chrzest… to takie dziwne… przecież jeszcze nic nie jest przesądzone…
I nagle pytanie: „Nie mogłaś poczekać?”… Mogłam, ale czy chciałam?... Nie, stanowczo nie chciałam… dla mnie wszystko ma jakiś cel…
Później rozmowy… potwierdzenia…
I nadszedł 30.12.2015…
Wykład Sławka… i ta nadzieja, że może jednak się ktoś zdecyduje… może nie będę musiała być sama… może wszyscy nie będą patrzyli właśnie na mnie…
A kiedy już wstałam, czułam, że to wszystko, co było we mnie nie ma znaczenia… to, że nikogo ze mną nie ma… bo byli wszyscy… nie po to by mnie oceniać, ale aby mnie wspierać… emocje, dzięki którym wiedziałam, że już nie liczy się to, co było… ale to, co będzie…
Śpiewy… łzy… łomotanie serca… dłoń Pawła… poczucie wsparcia… i samo zanurzenie… woda, która oczyszcza… zmywa wewnętrzny smutek… świadectwo mojej wiary przed wszystkimi… przed tymi, dzięki którym znalazłam się w społeczności i tymi, których ciepło czuję każdego dnia, nawet gdy są gdzieś daleko…
Życzenia… uśmiechy… powrót do rzeczywistości takiej samej… choć już zupełnie innej… i radość … taka zewnętrzna, najnormalniejsza ale jakaś głębsza…
Dziękuję Wam wszystkim… społeczności Syloe… ale również tym, którzy nie mogli być przy mnie, a wspierali w tym dniu modlitwą i dobrym słowem…
To był jeden z najważniejszych i najpiękniejszych dni w moim życiu…
Dzień, w którym miałam poczucie realnej bliskości Pana przy mnie… Chwała Mu za to…
fot. Magda Dąbek
























