Kontynuacja tekstu: "Oręż, którym walczymy"
Przybywszy do Niemiec Militz połapał się jednak, że darmo jest straszyć księcia; zauważył też, jak duża jest liczba zwolenników Lutra – inne nastroje tam zapanowały. O klątwie wspomniał więc tylko równym sobie lub niższym rozmówcom, bratał się ze wszystkimi jako ich rodak – Niemiec, a przed księciem postanowił stawić się bardzo układnie. Złotej Róży jednak mu nie wręczył – złożył cenne odznaczenie w depozycie bankowym u Fuggerów, przynajmniej na razie.