Z góry przepraszam za poniższą toaletową anegdotę, która jest być może nie na miejscu w religijnym felietonie, ale nie mogę się powstrzymać. Kto miałby się zgorszyć, niech od razu przeskoczy do następnego akapitu. Otóż pewna znajoma opowiadała mi dawno temu, że jej mała jeszcze wtedy córeczka po zakończeniu czynności nocnikowych zwróciła się kiedyś do niej takimi oto słowy: „Mamo, umyj mi pupę, tylko bez przesady...”.