WYCIECZKA DO KIBUCU – OPOWIEŚĆ Z PIERWSZEJ RĘKI

Opracowanie Kasia Śmiałkowska | Opublikowane w piątek, 30 czerwca 2017

Nalewając nam warzone lokalnie piwo Naama, menadżer jednego z największych kibuców w Izraelu, wyjaśnia głęboko zakorzenioną socjalistyczną mentalność członków kibucu.

„Daj z siebie, ile możesz; weź, ile potrzebujesz.”

Grupa siedmiu ciekawych podróżników z Południowej Afryki, Ameryki, Australii i Kanady wzięła udział w wycieczce „Abraham Tour’s Kibbutz Experience”, pozwalającej doświadczyć kibucowego życia „od środka”.

Kibuc, który odwiedziliśmy, to jeden z największych w Izraelu; znany jest z dobrze prosperującej hodowli ryb, a także malowniczego krajobrazu. Leży godzinę na północ od Tel Awiwu, nad Morzem Śródziemnym, i wygląda jak bujna oaza nie należąca ani do miasta, ani do terenów wiejskich – ot, ciche i spokojne miejsce, chronione przed otaczającą je rzeczywistością.

Siedząc w niewielkim, skromnie urządzonym kibucowym barze Naama i nasz miejscowy przewodnik, Jenaviv, dzielą się z nami swoją unikatową perspektywą i doświadczeniem. To znakomity przykład istniejących nadal w Izraelu kibuców-komun, dający fantastyczną możliwość wglądu w działającą socjalistyczną utopię, zbudowaną na zaufaniu i wyjatkowym stylu życia jej członków.

Obecnie 120 000 Izraelczyków mieszka w kibucach i ich egalitarne struktury społeczne stanowią kluczowy komponent w kulturze i gospodarce kraju. Pomimo zakorzenienia w ideałach kolektywistycznych część nowoczesnych kibuców stoi przed wyzwaniem ze strony coraz bardziej kapitalistycznej mentalności swoich członków, co powoduje zmiany w stylu zarządzania i w idealizmie.

Kibuce w Izraelu różnią się wielkością i rodzajem, począwszy od rolnictwa aż do produkcji przemysłowej; utrzymują swoje własne modele gospodarcze i zasady; wiele z nich zostało sprywatyzowanych i znalazło się na giełdzie. Cały dochód z kibucu, który zwiedzaliśmy, uzyskany z hodowli ryb, zbiorów awokado i produkcji plastiku, spływa na konto, które służy społeczności i jej członkom po równo, co jest rzadkością w nowoczesnym kibucu o podobnym rozmiarze i skale produkcji. Zarządzanie i podział funduszy – choć dokonywane przez kilkoro członków wspólnoty – jest całkowicie demokratyczne i podlega procesowi wyborczemu.

„Grupa jest jedną wielką rodziną, bez podziału na poziomy społeczne czy ekonomiczne” – wyjaśnia Naama. „Nawet jeśli któryś z członków otrzyma spadek, idzie on do wspólnej puli.”

Dzięki wspólnym wysiłkom rodziny mają domy, dzieci wychowują się wspólnie i chodzą do tych samych szkół, członkowie biorą udział w różnych zajęciach, a codzienne wspólne posiłki przygotowywane są w obszernych stołówkach. Każdy dostaje jednakowe kieszonkowe, za które kupuje posiłki we wspólnej kuchni, odzież lub inne potrzebne rzeczy. Kibuc nie jest jednak tylko spokojną społecznością zaspokajającą podstawowe potrzeby: pełno w nim kultury i tradycji, które utrzymują różnorodnych członków w jedności.

„Przez wiele lat mieszkałam w Beverly Hills i kierowałam tam restauracją; mogę powiedzieć, że jakość życia jest tu o wiele wyższa” – kończy Naama.

Kibucowa przewodniczka Jenaviv poprowadził nas szerokimi ulicami pełnymi tropikalnych drzew, roślin, śpiewu ptaków i odgłosów bawiących się dzieci. Mijani mieszkańcy nie reagowali gniewem, choć przechodziliśmy niekiedy bez uprzedzenia przez ich ogródki. Zatrzymaliśmy się w parku z dziełami sztuki i rzeźbami, a Jenaviv opowiedziała nam, w jaki sposób kibuc wspiera swoich członków.

„Jeśli chcesz zajmować się sztuką czy rzemiosłem, kibuc wspomaga takie osoby finansowo. Opłaca naukę swoich członków na uniwersytecie. Jeśli potrzebny jest przeszczep jakiegoś organu, kibuc urządzi na to zbiórkę.”

Dla kogoś z zewnątrz kibuc wygląda jak najlepszy system wsparcia, pomagający swoim mieszkańcom w nauce, w zajęciach pozaprogramowych, w opiece zdrowotnej. Można nawet zaproponować własny plan rozwoju jakiegoś biznesu i zacząć działania na własną rękę, jak choćby wspomniane wcześniej warzenie piwa – produktu wytwarzanego przez jednego z kibucników. Jednym z najciekawszych punktów podczas naszego zwiedzania był, o dziwo, plac zabaw dla dzieci. Nie widać nigdzie lśniących, nowych zabawek, a plac zabaw stanowi świadectwo prostego stylu życia dzieci, z dala od materializmu sąsiednich wielkich miast.

„Nasz plac zabaw pozwala dzieciom na kreatywność i korzystanie z wyobraźni” – uśmiecha się Jenaviv.

Zwiedzanie zakończyliśmy w stołówce, gdzie czekał na nas smaczny śródziemnomorski obiad z widokiem na ocean i wymianą refleksji, jakie nam, podróżnikom, przyszły do głowy podczas pierwszego spotkania ze społecznością opartą w całości na komunie.

Większość kibuców przesiąknięta jest poczuciem wspólnoty i zaufania, co dla odwiedzających, takich jak ja, pochodzących z indywidualistycznych społeczeństw, jest uczuciem raczej obcym. Na chodnikach stoją nieprzypięte rowery, nikt nie martwi się, że zostaną skradzione. Choć jest to spory kibuc, wygląda na to, że wszyscy się znają i sobie ufają. To zwarta społeczność, gdzie ludzie chodzą do tej samej szkoły i uczestniczą w tych samych zajęciach aż do wieku 18 lat, kiedy to wstępują do Sił Obronnych Izraela i zastanawiają się nad podjęciem nauki na uniwersytecie czy też nad podróżowaniem. Mając 30 lat mieszkańcy decydują, czy pozostaną na zawsze w kibucu, czy będą żyć gdzie indziej.

Na zaufanie, na jakim opiera się kibucowa kultura, ma wpływ bieżąca sytuacja polityczna i niepokój w Izraelu. Członkowie kibucu mają unikatowe poczucie koleżeństwa, jakie nie istnieje nigdzie indziej na świecie.

„Mieszkając tutaj cały czas jest się sprawdzanym” – mówi Jenaviv. „Nigdy nie jesteś sam.”

Nieustanne zagrożenie państwa Izrael i obowiązkowa służb obywateli w Siłach Obronnych Izraela łączy ludzi, sprawia, że się rozumieją i wspierają. Takie nastawienie widoczne było w listopadzie 2016 r., kiedy przez kraj przeszła fala niszczących pożarów, na skutek których tysiące ludzi pozostało bez dachu nad głową. Izraelczycy w całym kraju otwarli swoje domy, zapraszając do nich nieznane sobie osoby. W wielu innych społeczeństwach ludzie praktycznie nie znają swoich sąsiadów i generalnie nie ufają obcym.

Oparta na utopijnym socjalizmie struktura kibucu jest stabilna i działa, ale często wyzwaniem dla niej staje się rozwój mentalności jej członków, a także ogólnoświatowa globalizacja. W przeszłości większość mieszkańców łączyły ich socjalistyczne ideologie, zgoda na równe wypłaty i świadczenia, satysfakcja z szacunku wynikającego z ciężkiej pracy. Od kilku dziesięcioleci wielu członków wykazuje mentalność kapitalistyczną, starając się o wynagrodzenie za wytrwałą pracę poza kibucem, w innych gałęziach gospodarki.

„Nie da się zmusić ludzi, żeby robili to, czego nie lubią” – przyznaje Naama, która w kibucu nie mieszka, ale została przyjęta do pracy jako przewodniczka.

Wiele kibuców w całym Izraelu zatrudnia obecnie profesjonalistów z zewnątrz, żeby zajmowali się zarządzaniem w odpowiedzi na falę wykwalifikowanych mieszkańców, którzy opuścili kibuce w poszukiwaniu innej pracy. Ponadto większość najbardziej pracochłonnych zajęć, takich jak pranie, praca w fabryce, utrzymanie itp. wykonywana jest przez osoby z zewnątrz, otrzymujące za tę pracę wynagrodzenie.

Socjalistyczna utopia i podejście „daj z siebie, ile możesz; weź, ile potrzebujesz” nadal są żywe, ale powoli zanikają. Niemniej jednak w kibucach, które odwiedziliśmy, goście mają jeszcze unikatową możliwość obejrzenia z bliska społeczności trzymającej się w dalszym ciągu wspólnych wartości – zanim popadnie ona w nieuchronnie zaciskający się uchwyt globalizacji i ewoluującej rzeczywistości. Spokojna osada na brzegu morza to jak odetchnięcie świeżym powietrzem wśród otaczającego zgiełku, to możliwość spojrzenia na Izrael i jego zróżnicowaną ludność z innej perspektywy. Wędrówka przez enklawę istniejącą w swoim własnym czasie i przestrzeni, poznawanie jej historii zakorzenionej w początkach Izraela, doświadczanie uniwersalnego poczucia wspólnoty i oglądanie codziennego życia kibucników – to fascynujący i ubogacający przywilej.


Na podstawie:
igoogledisrael.com - Getting the ultimate Kibbutz experience: an insider’s guide to a Kibbutz!

Następny | Poprzedni